Twin Sector czyli psi zegarmistrz
To będzie krótki wpis, tak jak krótka była moja przygódka z demem Twin Sector. Gra po prostu okazała się czym innym niż się spodziewałem. Oczekiwałem radosnej rozpierduchy z wykorzystaniem paranormalnych mocy, a dostałem sterylną układankę.
Właściwie ten wstęp mógłby wystarczyć za całą recenzyjkę. Twin Sector, przynajmniej z tego co pokazuje demo, bynajmniej nie jest grą akcji. Przemierzamy tu statek kosmiczny, czy też jakąś stację w widoku FPP, a nasza słodziutka bohaterka wyposażona jest w rękawicę dającą jej psi-podobne moce (telekineza itd.). Jednak zamiast za jej pomocą eksterminować hordy wrogów a przy okazji malowniczo demolować otoczenie, wykorzystuje ją do przeprowadzania precyzyjnych operacji przy pomocy poustawianych tu i ówdzie w sterylnych w sumie pomieszczeniach przedmiotów. Kolejne zadania oprócz wspomnianej już dużej precyzji zwykle wymagają też odrobiny pomyślenie, a czasem i pośpiechu. Dodajmy dla porządku, że za przeproszeniem silnik fizyczny obsługujący te wszystkie manipulacje spisuje się bez zarzutu.
O fabule nie jestem w stanie napisać zbyt dużo, nie sądzę jednak aby miała jakieś większe znaczenie. Zdążyłem jedynie w mdłym intrze (znaczy moja panienka zdążyła) dowiedzieć się od pokładowej SI, że nastąpiła jakaś awaria, ona jest jedyną zdolną wyjaśnić co się stało itd. itp. Jednym słowem: sztampa.
Nie jestem zawodowym recenzentem więc spokojnie mogę napisać, że po prostu przy kolejnej zagwózdce po prostu odechciało mi się dalszego grania. Nie twierdzę przy tym, że Twin Sector jest złą grą. Miłośnikom podobnych łamigówek ma prawo się spodobać.
[...] Twin Sector czyli psi zegarmistrz [...]