Torchlight - bezpretensjonalny hack’n’slash

Popykałem sobie właśnie w demko Torchlighta. Moim zdaniem ten hack and slash w pełni zasługuje na wysokie noty jakie uzyskał w branżowych serwisach. Wszystko co najważniejsze w tego typu gatunku podano w nim w lekkim, wręcz autparodystycznym sosie. Torchlight to przykład gry, która nie sili się na oryginalność, a wręcz z postmodernistycznym przymróżeniem oka ostentacyjnie czerpie z klasyki. Gra która doskonale realizuje swoje założenia - dając graczom dokładnie to czego oczekiwali.

A czego można oczekiwać od gry z gatunku hack and slash? Oczywiście podszytych pretekstową fabułą niekończących się poziomów podziemi, naszej postaci awansującej na kolejne poziomy a przy tym rozwijającej różnej maści statystyki i specjalne zdolności, hord przeciwników, co większych bossów i masy wypadającego z nich lootu - głównie broni i elementów zbroi o coraz to bardziej przerażających nazwach i statystykach (a jakże, także z możliwością upragadowania gemami). Jak już wspomniałem we wstępie, zadania te Torchlight realizuje znakomicie.

Dla porządku nadmienię, że jednak w rozgrywce pojawia się pewna nowość, a jest nią - chyba ściągnięty z MMO? - pomysł na peta, czyli pieska lub kotka, który biega wraz z naszym bohaterem pomagając mu walczyć oraz zbierać wypadające z pokonanych wrogów przedmioty. Na dodatek można również zlecić naszemu pupilkowi podróż do miasta w celu sprzedaży całego zdobytego złomu. Żegnajcie miejskie teleporty (a jakże, czar ten - obok czaru identyfikacji - także mamy w Torchlighcie. Dużo mniej zaskakującym, ale przynajmniej dla mnie w pewien sposób oryginalnym pomysłem jest też wprowadzenie broni palnej - nie oszukujmy się jednak, że jej działania jakoś specjalnie różni się od tradycyjnych łuków czy bereł.

Jeżeli chodzi o oprawę graficzną Torchlighta to jest wprawdzie trochę uproszczona, ale nic to - sprawdza się doskonale, a przy tym nie wymaga wiele od komputera. Niektórzy jednak narzekają, że jest nazbyt “cukierkowa” - moim zdaniem jednak kolorowe lokacje czy postacie przypominające bardziej bohaterów kreskówek niż “prawdziwych” ludzi tylko dodają jej uroku, podkreślając pretekstowość całej otoczki.

Przegrałem w sporo gier tego typu. Najdłużej chyba w prekursora gatunku czyli pierwsze Diablo, potem Diablo II, sporo w Lokiego. Gatunek niby prosty, o jasno określonych regułach, jednak trudno stworzyć w nim produkcję, która będzie miała to “coś”, dzięki któremu spędzimy nad nią długie godziny, zamiast po pierwszej śmierci naszego kilkulevelowego herosa, nacisnąć ESC.

Właśnie to z Diablo najbardziej kojarzy mi się Torchlight. Zresztą jak głosi selligstory, grę tę stworzyli ludzie, którzy odeszli z Blizzarda. Tak jak w Diablo, nasz bohater przybywa na początku gry do tytułowego miasteczka (oczywiście z obowiązkowymi sklepami z bronią, magicznymi miksturami itd. i chętnymi do dawania qeustów NPCami), aby udać się wprawdzie nie do katedry, ale kopalni, gdzie zalęgło się ZŁO. Identyczne jak w Diablo jest też sterowanie, podobny interface itd. itp. Torchlight to nie mniej lub bardziej oryginalny klon, ale wręcz pastiż klasyki gatunku - radośnie bezpretensjonalny a przy tym cholernie grywalny. Przeczytałem w którejś recenzji, że Torchlight jest grą casualową. Na temat podziału hardcore / casual z pewnością napiszę wkrótce parę zdań. Zgodzę się na pewno, że jest produkcją lekką, łatwą i przyjemną, przystępną dla osoby, która po gry sięga od czasu do czasu. Z drugiej strony części nieortodoksyjnych zapaleńców może umilić czas w oczekiwaniu na Diablo III. Przede wszystkim jednak, wydaje mi się, że to produkcja skierowana dla graczy gdzieś po środku - właśnie takich jak ja. Z jednej strony mających sentyment do pierwszego Diablo i uśmiechających się pod nosem na widok np. wyłażącego z ziemi w miejsce rozbitej beczki szkieleta, z drugiej w trzymaniu się kanonu gatunku widzących nie wadę, ale zaletę, z trzeciej chcących po prostu spędzić przyjemnie te kilka-naście godzin tygodniowo. Niech będzie, że tym razem na levelowaniu złażącego coraz niżej w podziemia pod Torchlight herosa.

Podsumowując: jeżeli lubicie gry typu hack’n’slash, a przy tym nie macie wobec nich jakichś większych oczekiwań odnośnie tak grafiki jak i otoczki fabularnej, sięgnijcie po Torchlight, wprawdzie z tego co się orientuję, gra na razie nie ma polskiego dystrybutora, ale dla chcącego nic trudnego. Mogę się zresztą założyć, że nawet jeżeli grą nie zainteresuje się żaden z dystrybutorów, nie minie wiele czasu gdy ujrzymy ją na pełniaku CD-Action.

One Response to “Torchlight - bezpretensjonalny hack’n’slash”


  1. Medicamentspot.com. Canadian Health&Care.No prescription online pharmacy.Special Internet Prices.Best quality drugs. No prescription pills. Order pills online

    Buy:Acomplia.Lipothin.Seroquel.Ventolin.Wellbutrin SR.Lasix.Zocor.Female Pink Viagra.SleepWell.Prozac.Buspar.Zetia.Amoxicillin.Nymphomax.Female Cialis.Lipitor.Advair.Cozaar.Aricept.Benicar….

Leave a Reply